Nowe Świadectwo

ds

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

  Mam 52 lata, a na imię Bogdan. Mając na uwadze słowa Pisma św. „Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli. „/ Dz 4,20/, pragnę i ja opowiedzieć o tym, jak doszło do mojego osobistego spotkania z żywym JEZUSEM. Spotkania, które już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Otóż wychowywałem się w normalnej katolickiej rodzinie tzn. msza św. w każdą niedzielę i oczywiście udział  w innych świętach kościelnych, bo mama kazała. Na usprawiedliwienie mam to, że  nie byłem odosobnionym przypadkiem nastolatka, którego życie tak właśnie wyglądało. Tyle tylko, że to moje chodzenie do kościoła nie tylko nie wydawało dobrych owoców, ale często było wprost  zaprzeczeniem tego, do czego w ewangeliach zapraszał mnie Pan Jezus. Najgorsze jednak było, że mimo, iż takie młodzieżowe przypadłości jak; kłamstwa, kradzieże, nieczystość czy  bijatyki były na porządku dziennym to milczało moje sumienie. Wydawało się, że prawdziwe życie kieruje się prawem dżungli tj „oko za oko, ząb za ząb”, a zawiść czy zemsta są czymś zupełnie oczywistym. W pewnym momencie jednak Jezus upomniał się o mnie.. W 1986 roku, gdy miałem 18 lat i byłem w szkole średniej , Pan dał mi znak stawiając na mojej drodze kolegę z klasy – Jasia. Patrząc na to wszystko teraz, z perspektywy czasu, mogę śmiało powiedzieć o nim „boży człowiek,” chociaż przyznaję, że wtedy odbierany był on w naszym środowisku jako religijny dziwak. Jednak Bóg właśnie przez niego dotarł do mnie i rozpoczął przeprowadzać „kapitalny remont” mojego życia. Spotkania z Jasiem doprowadziły mnie najpierw do podobnych jemu bożych ludzi a następnie do wspólnoty Odnowy w Duchu Św. No i zaczęło się. P. Jezus powoli, ale skutecznie naprawiał mnie. Z każdym dniem coraz szerzej otwierałem swoje serce dla Jezusa i drugiego człowieka. Niezwykle ważnym a przez to i niezapomnianym momentem mego nowego życia była modlitwa wspólnoty nade mną. Najpierw o uzdrowienie wewnętrzne a następnie o wylanie darów Ducha Św. Pamiętam tylko, że po modlitwie o wylanie moja droga powrotna do internatu była doświadczeniem – powiedział bym – ekstatycznym, pełna emocjonalnych uniesień. Miałem wrażenie, że moje stopy nie dotykały ziemi. Stan ten, o dziwo, wcale nie minął po powrocie do domu. Następnego dnia po przebudzeniu czułem się, jakby w moim wnętrzu rozbłysło dziwne światło, zapłonął ogień, który chce wypalić wszystko to, co  było we mnie stare i  złe. Przypominało mi to cudowne narodziny, narodziny dla Boga. Nagle zrozumiałem znaczenie słów Jezusa, że Paraklet „przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16, 8) . Wtedy też, wręcz fizycznie, moje serce doświadczyło mocy słów Jezusa „Poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli” (J 8, 32) . Jezus w miejsce starego prawa „oko za oko, ząb za ząb” zaszczepił mi nowe, swoje, boskie; „zło dobrem zwyciężaj”, dawaj każdemu, kto cię prosi, przebaczaj nie 7 a 77 razy itd. itd. Wszyscy wiecie o czym mówię. Nie twierdzę, ze teraz jestem już chodzącym aniołkiem, bo nikt z nas ludzi nie jest bez grzechu, ale z całą pewnością mocna i trwała świadomość tego, że swoim grzesznym postępowaniem  ranię Serce Boga, pozwala mi stawać przed Panem w prawdzie i prosić Go szczerze o przebaczenie. Im jestem starszy tym bardziej wiem jak jestem słaby, ale też teraz już wiem na pewno, że „ Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia ” (Flp 4,13) i , że Jezus jest moja drogą, prawdą i życiem. Bogdan

Ps. Dziękuje ci mamo, że kazałaś.

Hel, 08.01.2019r.